Kategoria

Wyszukiwarka

Region

Spowiedź dłużnika. Psychiczne aspekty bycia dłużnikiem

2019-09-03 09:56:01
W ramach patronatu merytorycznego firmy Negocjator Anna Gąsiorowska nad stroną poświęconą wykluczeniu ekonomicznym oraz wychodzeniu z zadłużenia - swiatdluznika.pl - powstał materiał o psychicznych aspektach długu. Zapraszamy do lektury.

 

Bycie dłużnikiem niszczy – psychicznie, fizycznie i społecznie. Rzadko kto jednak zwraca na to uwagę. Pieniądze są na pierwszym miejscu – wzięło się kredyt czy pożyczkę, to trzeba ją spłacić. I spłacamy, doliczając do kosztów odsetek, opłat dodatkowych, prowizji, opłat komorniczych czy windykacyjnych – także koszty psychiczne.

 

Mało jest dłużników, którzy są aż tak mocni psychicznie, by uznali, że posiadanie długu nie ma na nich żadnego psychicznego wpływu. Nawet pozorna obojętność – może być po prostu oznaką przekroczenia cienkiej czerwonej linii, za którą nie ma już żadnych emocji, gdzie bez mrugnięcia okiem, wszystko przyjmuje się „na klatę”, a człowiek nie ma siły walczyć o siebie, o swoje sprawy.

 

Jako Anonimowy Dłużnik, sam przechodziłem różne psychiczne stany. Od euforii, która mogłaby góry przenosić, po stany depresyjne czy nawet – rozważanie samobójstwa. Dzięki rozmowie z Anną Gąsiorowską z firmy Negocjator Anna Gąsiorowska, wiem, że te wahania nastrojów (może nie z dnia na dzień, ale z tygodnia na tydzień), to nic niezwykłego. Co ciekawe, Anna Gąsiorowska w swoich działaniach windykacyjnych uwzględnia mocno aspekty psychologiczne – i z punktu widzenia wierzyciela (w końcu jest windykatorem), i z punktu widzenia dłużnika. Dla mnie to była nowość – zazwyczaj spotykałem się z podejściem masowym, gdzie podczas windykacji nie ma miejsca na indywidualną windykację, z uwzględnieniem człowieka. Tak, z uwzględnieniem człowieka, bo w dużej liczbie przypadków – dla mojego rozmówcy byłem tylko niespłaconym długiem. Przez telefon grożono mi nawet prokuraturą, przeszukiwaniem domu, oskarżano o wyłudzenia czy kradzież. I – nie byli to windykatorzy spod ciemnej gwiazdy, a przedstawiciele ponoć szanowanych firm windykacyjnych czy też przedstawiciele firm pożyczkowych, często o głosie młodych kobiet. Niestety, wtedy byłem jeszcze za głupi i nie wpadłem na to, by takie rozmowy nagrywać. A dzięki tym kilku telefonów – zamiast odchorowywać te groźby, przyjąłem strategię nieodbierania żadnych – czy to zastrzeżonych, czy tych, których nie miałem w swojej książce telefonicznej.

 

Anna Gąsiorowska wielokrotnie namawiała mnie do nawiązywania rozmów z windykatorami. Gdybym jej posłuchał – pewne miałbym kilka zajęć komorniczych mniej. Jednak strach przed kolejnym nieprzyjemnym czy wręcz chamskim telefonem, skutecznie mnie odstraszał. Zamiast rozmów przez telefon – wolałem negocjować listownie. Efekty zazwyczaj były mizerne. Odpowiedzi albo nie nadchodziły, albo przychodziły odmowne, albo – z prośbą o kontakt telefoniczny.

 

Dłużnik przede wszystkim traci poczucie własnej wartości. Czuje się jak śmieć, a niektóre osoby, które zajmują się masową windykacją telefoniczną – robią wszystko, aby tak zostało. Podejrzewam, że w tych firmach panuje przeświadczenie, że im bardziej zastraszy się dłużnika, nie tylko groźbami, ale też i krzykiem, tym szybciej on spłaci swój dług.

 

Zanim jeszcze przestałem odbierać telefony, przekonałem się, że dla wielu nie byłem partnerem do rozmowy. Negocjacje windykacyjne to była fikcja – polegały na tym, że albo zgadzam się z tym, co mówi windykator, albo to ja nie chcę się dogadać. Błędne koło.

 

W czasach, gdzie jednostka powinna być w centrum uwagi, w cywilizowanym kraju, ciągle jeszcze wiele firm stosuje strategię pozbawienia dłużnika poczucia własnej wartości. Jedna z nielicznych firm, która potraktowała mnie jak człowieka (dodam tylko, że miałem wizytę windykatora w domu z tej firmy), z którą można było się dogadać, wyrazić swoje zdanie, która uwzględniła moje możliwości finansowe, została spłacona bardzo szybko i w pierwszej kolejności. Ci, którzy niszczyli psychicznie – czekali o wiele dłużej. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to za karę. Potwierdza to też Anna Gąsiorowska, która promuje negocjacje windykacyjne i etyczne podejście do dłużnika. Według niej, spłacamy długi szybciej tym, których lubimy. Nie wiem, czy można mówić o lubieniu swojego wierzyciela czy windykatora, ale coś w tym jest. W moim przypadku to się potwierdziło.  Dajcie znać w komentarzach, czy u Was także tak jest. Nadal jednak uważam, że mało jest windykatorów, którzy postępują w ten sposób, co spotkany przeze mnie przedstawiciel wierzyciela czy Negocjator Anna Gąsiorowska.

 

Jak już wspomniałem wcześniej, towarzyszyły mi różne stany psychiczne. Euforia także. Wiecie, takie uczucie, gdy człowiekowi wydaje się, że może wszystko, że żadne granice nie istnieją, że może góry przenosić. Wpada wtedy na „genialne pomysły”, znajduje rozwiązania swoich problemów. Niestety, ten stan bardzo szybko przechodzi. Wystarczy drobne niepowodzenie, drobna przeszkoda w realizacji swoich celów i przychodzi duży spadek nastroju. Ja w okresach euforii – między innymi, jak autor natchniony pisałem do wszystkich wierzycieli z moimi propozycjami spłaty długu. Wystarczyła jednak jedna negatywna odpowiedź, by przychodziły stany depresyjne. I tak aż do kolejnego stanu euforii.

 

Miałem i od czasu do czasu jeszcze pojawiają się u mnie stany depresyjne, gdzie wszystko mi jedno, przy przyjdzie kolejne zajęcie komornicze, czy do drzwi zadzwoni kolejny windykator, czy będę miał z czego zapłacić rachunki. Człowiekowi jest wszystko jedno, co się dzieje dookoła. Podczas jednego z takich stanów – przez myśl przeszło mi nawet samobójstwo. Na szczęście dla mnie – nie wymyśliłem sposobu na nie. Tak, wiem, można się zabić na wiele sposobów, ale ze względu na to, że mój ubezpieczyciel płaci najwięcej za śmierć w wyniku wypadku komunikacyjnego, kombinowałem, jak zrobić to tak, by żona dostała najwyższe odszkodowanie i aby to nie zostało uznane za samobójstwo czy rażące zaniedbanie z mojej strony, bo wtedy ubezpieczyciel mógłby odmówić wypłaty odszkodowania. Teraz podchodzę do tego z dystansem – jednak wtedy byłem mocno wkurzony, że nic nie przyszło mi do głowy.

 

Huśtawki nastrojów to jedno. Dłużnik, taki jak ja, jest wiecznie pod presją. Właściwie cały czas ma włączony instynkt walki lub ucieczki. Na szczęście – u mnie żaden z nich nie zyskał na przewadze. Straciłem poczucie bezpieczeństwa we własnym domu – jak już wspomniałem wcześniej, miałem parę lat temu wyznaczony termin licytacji mieszkania. Wiązało się to i z oszacowaniem wartości mieszkania, i z wizytą komornika, by go mi przedstawić. Były też telefony i domofony od osób, które miały dla mnie „propozycję uniknięcia licytacji”. Zresztą – poczucie bezpieczeństwa zaburzały także wizyty windykatorów – niektórzy przychodzili nawet przed 22:00 i w weekendy, energicznie dzwoniąc do drzwi dzwonkiem. Żyłem na wiecznej adrenalinie, wiecznie w stanie czuwania. I w wiecznym strachu – nawet przed listonoszem, czy aby dzisiaj nic nie przyniesie od komornika, kolejnego zajęcia. Doszło nawet do sytuacji, że znałem dokładną trasę mojego listonosza, wiedziałem o której mniej więcej godzinie będzie u mnie. A gdy nie mogłem sobie poradzić z napięciem czekania na niego, wychodziłem z domu, by go spotkać wcześniej i dopytać, czy dzisiaj ma do mnie jakieś pismo do podpisania.

 

To tylko część z psychicznych aspektów bycia dłużnikiem. Pewnie wielu z Was miało podobne przeżycia, pewnie wielu z Was inaczej przeżywało lub przeżywa swoje długi. Podzielcie się w komentarzu, jak Wy sobie radzicie z obciążeniami psychicznymi?

 

Z drugiej strony windykacji - Komentarz Negocjatora Anny Gąsiorowskiej:

 

Nie tylko dłużnicy odczuwają psychiczne obciążenia związane z długami. Także wierzyciele – ci mniejsi, odczuwają psychiczne skutki tego, że ktoś nie zapłacił im w terminie. Nie mówię tu dużych podmiotach czy dużych firmach z branży finansowej, ale małych, często lokalnych firmach, dla których niezapłacenie przez wielkiego kontrahenta jednej faktury, może oznaczać dla jej właściciela być albo nie być.

 

Moim zdaniem, najważniejsze to brak zaufania – zarówno do klientów, jak i partnerów biznesowych. Podejrzliwość wobec wszystkich potrafi zniszczyć każdą firmę. Ciężko czerpać radość z własnego przedsiębiorstwa, gdy każdego zaczyna się traktować z dużą rezerwą czy nawet podejrzewać o nieetyczne zamiary.

 

Ponadto – taki wierzyciel przeżywa ciągły stres i obawy o przyszłość. Martwi się, czy będzie miał z czego zapłacić swoim pracownikom, czy da radę zrobić przelew do ZUS, wreszcie – czy będzie miał z czego zapłacić swoim dostawcom czy za zamówiony w hurtowni towar.

 

W takim przypadku – nie trudno o powielenie starych czy też tworzenie nowych stereotypów, a te – nie ułatwiają ani negocjacji windykacyjnych, ani późniejszego dotrzymywania ustaleń.

 

Anna Gąsiorowska

https://agnegocjator.pl

https://swiatdluznika.pl

 

Dodał: Negocjator Anna Gąsiorowska